Jadwiżka pocieszała się nadzieją, że gdy uda się do dzierżawcy schroniska na Baraniej, będzie mogła pomóc ojcu i bratu. Brat wprawdzie otrzymuje śniadanie w kuchni szkolnej, lecz to także wszystko mało. Radowała się myślą, że ozon na Baraniej wyleczy jej płuca. Kiedy sobie wyobraziła, że miałaby tak wcześnie umierać, obiegało ją zimne mrowie. Otrząsała się z wewnętrznego przerażenia, a jej serce na drobną chwilkę jakby zamierało. Zimny pot wyczuwała na skroniach. .
- Jeśli pan pamięta - powiedział Salanne - do mojego domu jest boczne wejście z podjazdu. Wchodzi się nim prosto do. - Poza tym - kontynuował profesor - wygląda na to, że problem samego dawkowania jest o wiele istotniejszy, niż sądziliśmy. Próby wykazały, że wielkość dawki optymalnej zawiera się w niezwykle wąskim przedziale, że dawka nie może być ani mniejsza, ani większa niż pięć miligramów.. - Co się dzieje? - zapytał Harry, siadając i zdmuchując konfetti z bekonu. Roń wskazał bez słowa na stół nauczycielski; był najwyraźniej zbyt zdegustowany, by coś powiedzieć. Lockhart, ubrany w okropną bladoróżową szatę, znakomicie pasującą do dekoracji, machał ręką, aby uciszyć salę. Reszta nauczycieli miała grobowe miny. Pani profesor McGonagall nerwowo drgał policzek. Snape wyglądał, jakby przed chwilą wypił wielki kubek SzkieleWzro.. - To nie ma znaczenia - powiedział cicho Havelock. - Wiem, co pan ma na myśli.. - Obleśne - stwierdza rozchwiana już lekko Renata -ja jestem z przyzwoitej, katolickiej rodziny Po co mi to aktorstwo? Na szczęście ty jesteś. Vissegerd dwoma krokami pokonał dzielącą go od Jaskra odległość, chwycił poetę za żabot i uniósł z krzesła. Twarz marszałka, przed chwilą jedynie upstrzona kraśnymi plamami, teraz przybrała barwę głębokiej czerwieni heraldycznej. Geralt zaczął mocno obawiać się o przyjaciela, szczęściem do namiotu wpadł nagle adiutant, podnieconym głosem zawiadamiając o pilnych i ważnych wieściach przyniesionych przez podjazd. Vissegerd silnym pchnięciem zwalił Jaskra na zydel i wyszedł..