- Hej! - zakrzyknął Zbyszko - a wy już jakby z tamtego świata gadacie. Cóż to jest? .

- Co jeszcze o tym myślałeś? - dopytywałem. - Czy chciałeś wrócić do życia? Czy chciałeś żyć, bo nie byłeś jeszcze martwy, chociaż doktor był zdania, że jesteś bliski śmierci. Czy chciałeś żyć?. - Zastanawiam się - powiedziała Sam, kiedy szli na komendę przy Tolbrug Straat - czy miałby wzięcie pełen katalog holenderskich kamienic miejskich. Przypadkowo komenda policji w Den Bosch znajduje się naprzeciw Groot Zieken Gasthaus - dosłownie Wielkiego Pensjonatu dla Chorych - do którego szpitalnej kostnicy zabrano na sekcję zwłok ciało Jana Pretoriusa. Nadinspektor Dykstra nie przywiązywał wagi do ostrzegawczego telefonu Papy DeGrootaz poprzedniego dnia rano. Amerykanin próbujący odnaleźć faceta pochodzącego z Afryki Południowej nie musiał oznaczać kłopotów. W porze obiadowej wysłał na miejsce jednego z sierżantów. Człowiek ten stwierdził, że bar,,Złoty Lew" jest zamknięty i zameldował o tym. Do baru pomógł się im dostać miejscowy ślusarz, ale wszystko wydawało się w porządku. Żadnego zamieszania, żadnej bójki. Jeśli Pretorius miał ochotę zamknąć lokal i wyjść, miał do tego prawo. Właściciel baru po drugiej stronie ulicy twierdził, że ,,Złoty Lew" był otwarty do południa. Przy takiej pogodzie drzwi pozostają zamknięte. Nie widział, żeby jacyś klienci wchodzili lub wychodzili za "Złotego Lwa", ale nie było w tym nic dziwnego. Interes nie szedł. To sierżant zaproponował, żeby poddać bar dłuższej obserwacji, a Dykstra się zgodził. Opłaciło się; Amerykanin pojawił się w dwadzieścia cztery godziny później. Dykstra przesłał wiadomość do Gerechtelijk Laboratorium w Voorburgu, głównego krajowego laboratorium patologii. Kiedy dowiedzieli się, że to rana postrzałowa, a w dodatku cudzoziemiec, przysłali samego profesora Yeermana, najlepszego holenderskiego patologa sądowego. Po południu nadinspektor Dykstra wysłuchał cierpliwie wyjaśnień Quinna, że znał Pretoriusa przed czternastu laty w Paryżu i próbował go odnaleźć podczas podróży po Holandii przez wzgląd na wspomnienia. Jeśli nawet Dykstra nie wierzył w tę historię, nie dawał tego po sobie poznać. Ale sprawdził. Holenderska BVD potwierdziła, że Południowo-afrykańczyk przebywał w tym czasie w Paryżu; byli pracodawcy Quinna z Hartford potwierdzili, że Quinn tego roku prowadził ich paryskie biuro. Z Hotelu Centralnego sprowadzono wynajęty samochód i dokładnie go przeszukano. Ani śladu broni. Odnaleziono i przeszukano ich bagaże. Ani śladu broni. Sierżant potwierdził, że Quinn ani Sam nie mieli przy sobie broni, kiedy znalazł ich w piwnicy. Dykstra sądził, że Quinn zamordował Południowo-afrykańczyka poprzedniego dnia, zanim sierżant roztoczył obserwację, i wrócił, ponieważ zapomniał czegoś, co mogło być w kieszeni ofiary. Ale, gdyby to była prawda, czemu sierżant nie widział, żeby tamten próbował się dostać głównym wejściem? Gdyby zamknął za sobą drzwi po zabiciu Południowo-afrykańczyka, mógłby potem bez trudu dostać się do środka. Stanowiło to zagadkę. Jednego Dykstra był pewien; nie traktował poważnie znajomości w Paryżu jako powodu tej wizyty. Profesor Yeerman przybył o szóstej i skończył przed północą. Przeszedł ulicę i usiadł przy kawie z bardzo zmęczonym nadinspektorem Dykstra.. . Jakowejś poczciwości nabierze, i jutro nowych będę mógł zaraz. Długi czas jechali w zadumie, rozmyślając o tym złowrogim mnichu-rycerzu, o karze, jaka go dosięgła, a wreszcie Jagienka rzekła:. Razem arkusze, leżące na kuchennym stole Dirka, były z grubego, ciężkiego papieru, który z pewnością przeszedł już przez wiele rąk.. - Mieliśmy właśnie jechać, ale boimy się, bo wiemy, że.... - Mhm, mhm.. Stalinizacją" - niepełnego i stopniowego. Prowadzona pod kierunkiem stalinowca Niki-. Cóż, postęp..